wtorek, 21 kwietnia 2015

Widzę brodę! Broda wszędzie! Co to będzie, co to będzie???

Bynajmniej.

Nie będziemy rozprawiać o Dziadach a już na pewno nie tych Mickiewicza. Na tapetę dziś bierzemy polskiego dziada, nonkonformistę-brodacza.


AUTOPORTRET POLSKIEGO DZIADA.  

ZNAKI SZCZEGÓLNE: BRODA, Duuuuuużo brody!

Wydawać by się mogło że w ostatnim czasie dla odmiany przybyło nareszcie trochę więcej "męskich mężczyzn". Portret ulizanego gogusia w przyciasnych leginsach zdegradował rasowy drwal i przyszła moda na flejtucha. Obowiązkiem rasowego flejtucha nie jest tam jakaś szpic bródka - dwa kosmyki na krzyż, tylko broda zapuszczona do spektakularnych rozmiarów. Im dłuższa, tym lepsza. :)


fot: Wysokie Obcasy

Autentycznego brodacza, partnera mojej serdecznej przyciacióki poznałam ponad rok temu na swojej trzydziestce. To było pierwsze zetknięcie z człowiekiem z brodą niebywałych rozmiarów!:) Brodą, która de facto była od lat jego wizerunkowym DNA i na stałe wpisała się w estetykę stylu! Pomyślałam:"ma chłopak stajla i odwagę do wyrażania siebie w alternatywny sposób". Dziś jak na złość tego stajla ma duża większość i nie ważne, że niektórym zarost pasuje jak świni siodło, moda to moda, z modą się nie dyskutuje. Więc wybuchła w kraju epidemia.

Ile w niej pozerstwa ile prawdy?  Na ile wewnętrzna konieczność manifestowania indywidualizmu, a na ile wejście w określoną modę, rolę?

Wolałabym, aby ten zew był autentyczną demonstracją własnego psyche, osobowości a nie masowym wystudiowanym zapotrzebowaniem, bo imitacja przecieka i czujesz że coś tąci w powietrzu i nie jest to fajne. W ogóle ściemy nie są fajne. Dlatego tak ważne jest, aby czuć się dobrze we własnej skórze i być tym kim naprawdę jesteś, nie udawać tylko po to by być na fali mody.

Dla niektórych mężczyzn za to broda jest jak zbawienie i jestem absolutną fanką niedbałego lekceważącego look`u. Bezdyskusyjnie dodaje męskości i atrakcyjności pod warunkiem również że jest odpowiednio przycięta, zadbana, spójna z wnętrznem, z osobowością, i pasuje do rysów twarzy.

Do grupy pozerów się zwracam. Błagam nie traktujcie swojej twarzy jak kawy ze Starbucks`a. Rozwodniona, niekoniecznie smakuje ale wszyscy ją piją bo jest modna i w dziwny sposób podnosi status.

What the hell?
...






















sobota, 18 kwietnia 2015

Z tyłu liceum, z przodu muzeum. Przepych- zbrodnia przeciw elegancji!

MALOWANA LALA

Dopada z niewiedzy i transparentności. Dopada kiedy chcesz wykrzyczeć sobą więcej niż powinnaś. Kiedy zamiast Ciebie, jest teatralna dekoracja. Jest za dużo wszystkiego. Ozdbób, spinek, biżuterii, makijażu, krogulczych tipsów, kolorów, brokatu, pasemek, rzęs którymi dotykasz sufitu, zakreślonych grubą krechą brwi, żeby było groźniej,  hawajskiej opalenizny, bezmiernych dekoltów, przykusych spódniczek i długo by wypełnić listę modowych zbrodni. 

Wówczas robi się jakoś tak niesmacznie i karykaturalnie. Napastujesz swoim wyglądem który nie ma nic wspólnego z elegancją.






Styl to sztuka, którą wypracowujemy nawet całe życie. Styl, to nie tylko to co masz na sobie. To także sposób w jaki się poruszasz, rozmiawiasz, intonujesz głos. To jak patrzysz, jak podajesz rękę, jak siadasz. To energia, którą emitujesz do otoczenia i nawiasem mówiąc to kim jesteś i jaka jesteś. Kształtuje się w Tobie przez lata i jest sumą modowych gaf i w dużej mierze trafnych wyborów. Nad elegancją można i trzeba pracować. Ale nie ma ona nic wspólnego z przepychem i wulgarnością a jej synonimem jest dyskrecja i skromność.


NIE!


NIE!



Pomimo sympatii- TOO MUCH!



Można wyglądać zniewalająco i budzić podziw powściągliwością i umiarkowaniem. 

Jakiś czas temu spotkałam się z kobietą, z którą przeprowadziłam wizerunkowe konsultacje. Była po 40. Piękna, naturalna, skromna. Nie osaczała przejaskrawioną powierzchownością pani w średnim wieku. Rzekła że ma problem z doborem dodatków i biżuterii. Że ma jej aż w nadmiarze i nie potrafi z niej skorzystać. Odpowiedziałam że taki obraz wymaga dyskretnej ramy, żeby nie przytłoczyć piękna obrazu i nie odwrócić od niego uwagi. O to właśnie chodzi. Ozdoby mają być dla Ciebie oprawą, jak rama dla obrazu, nie odwrotnie!









KRÓLOWA DYSKOTEKI!

Wbrew przekonaniu zjawisko przerysowania dotyczy także młodych dziewczyn, których przecież uprzywilejowany wiek obliguje do naturalności (?). Natomiast gdy przyglądam się młodemu pokoleniu kobiet a często nastolatek, zastanawiam się o co chodzi? Podkład z twarzy sypie się grubą warstwą z daleka, must have to zaznaczone grubym konturem bri na Iwana Groźnego, do tego tapir i za dnia obowiązkowo dyskotekowy makeup. Wstrząsająca wulgarność.





Przerost formy nad treścią to nie jest dobry pomysł na zatrzymanie młodości a epatowanie wulgarnością, na dodanie sobie powagi i stateczności.

Nie chcę aby mój post był formą krytyki i chłosty a rodzajem refleksji że sztuczność i pretensjonalność nie idzie w parze ze stylowością i elegancją której możesz szukać w sztuce oszczędności i wyciszenia.






czwartek, 16 kwietnia 2015

Nieważne co, nieważne jak, nieważne z czego. Czyli o nałogowym kupowaniu bubli!

Kiedyś napisałam post odnośnie metkomanii... Nieważne co, nieważne jak, nieważne z czego... Ważne logo, które stało się dla nas kryterium jakości i dobrego smaku. Nie chcę tu pisać o podróbach, którym poświęciłam post latem ubiegłego roku, ale o naiwności i bezgranicznym zaufaniu do marek i projektantów, którzy przyzwyczaili nas do "dobrej jakości" za którą przecież słono płacimy.

 I wydawać by się mogło, że kopnął nas nie lada przywilej noszenia "lepszej jakości" ubrań, które są synonimami statusu, klasy i świadomości, że lepsze znaczy dobrej jakości, a dobrej jakości oznacza nic innego jak to, z czego i jak zostało uszyte. Jak się okazuje jesteśmy leniwi, bo nie chce nam się czytać składów. Wystarczy nam nazwisko, by wydać grube setki i tysiące na poliestrowe badziewie, i samego siebie nabić w butelkę, ba! Ale mieć od projektanta!

Nie mogę uwierzyć że nie ma to dla Ciebie żadnego znaczenia. Dla mnie ma. I dla moich Klientów nad których wizerunkiem czuwam także. Ale nie zawsze tak było. I właśnie dlatego powstaje ten wpis. Z potrzeby świadomości tego, co kupujesz i nosisz.

Wyobraź sobie że jesteś na zakupach spożywczych. A teraz przypomnij sobie co bierzesz pod uwagę sięgając po produkt, którego później skonsumujesz? Z którego chcesz przyrządzić smaczną potrawę? Czy w grupie najczęściej kupowanych produktów w Twoim koszyku znajdują się produkty zmodyfikowane, zawierające barwniki, substancje smakowe i pestycydy,  bo świadmomie chcesz się zabić, czy jak najmniej przetworzone, zawierające błonnik, składniki odżywcze i witaminy, bo chcesz cieszyć się jak najdłuższym zdrowiem?

A teraz pomyśl na co zwracasz uwagę siegając po bluzkę?

"No ładna była, to wzięłam".
"Całkiem dobrze leżała".
"Lubię niebieski".

Przyznam, że to dość infantylna i naiwna arumentacja i wcale mnie nie przekonuje.

Jeśli na metce pojawi się:



  • Akryl
  • Nylon
  • Poliester
  • Acetat
  • Viskoza
Brrr co za nazwy!

Uciekaj gdzie pieprz rośnie!

 Nie mają one nic wspólnego z naturą i jakością za jaką często przepłacasz. Trzeba Ci wiedzieć, że nylon i akryl to pochodne plastiku z kórych tworzy się na przykład reklamówki:) Ile plastikowych reklamówek trzymasz w swojej szafie? Czy znany jest Ci kolega poliester? :) Jeśli tak, to musisz wiedzieć, że z niego tworzy się na przykład plastikowe butelki. Niestety przemysł odzieżowy aż wrze od nadmiaru materiałów syntetycznych, które przecież nosimy na sobie, i które o dziwo i z przykrością stwierdzam proponują nam coraz częściej projektanci. Czyż nie oni właśnie mianują się krzewicielami idei slow fashion, kupowania nie tylko mody samej w sobie, lecz jakości o którą w dobie chińskiego tsunami, jest tak trudno? 

I myślę sobie co z lojalnością wobec klientów? Nie chcę kupować żakietu za 1500 zł i mieć w składzie 70% poliestru, bo taki kupię za 150 na bazarze. Wymagam, żeby projektanci, którzy mają być ripostą dla taniego masowego zalewu, zaproponowali mi nie tylko astronimiczną cenę, ale jakość za którą wówczas chętnie zapłacę.  

Zatem co kupować? I komu zaufać? 

Najlepiej sobie. Nie znajdziesz na świecie drugiego tak lojalnego przyjaciela jakim możesz być sam dla siebie. Odpowiedź nie może być bardziej prosta i logiczna. Czytaj etykiety. Materiały naturalne jak sama nazwa wskazuje powstają z surowców naturalnych roślinnych lub zwierzęcych. Są przyjazne środowisku. Moją ogromną sympatią cieszą się: kaszmiry i jedwabie. Uwielbiam kiedy zimą otulają moją skórę miękkie kaszmirowe swetry a latem zwiewne jedwabne koszule:) Poza tym bawełna, wełna i len.  





Nie wyobrażam sobie nie mieć dobrej jakości bawełnianych t-shirtów i koszulek, które traktuję na liście zakupów priorytetowo. Ale jeszcze bardziej nie wyobrażam sobie być wpuszczoną w maliny przez zwyczajny brak świadomości kupujac marniznę za nieprzyzwoicie drwiącą ze mnie cenę.  

Czytaj etykiety!


:)







środa, 1 kwietnia 2015

RESPIRE

Krytyk filmowy ze mnie żaden a recenzje filmów nie są moją najmocniejszą stroną, ale Respire to film, który w moim prywatnym rankigu filmów obejrzanych w tym miesiącu zaraz po Sambie uplasował się na 2 pozycji i chciałabym o nim wspomnieć. Respire to dramat francuski w reżyserii Melanié Laurent z 2014 roku, który dotyka głęboko toksycznej i rozrywającej po kawałku "siły" przyjaźni, uzależniającej, wręcz ubezwłasnowolniejącej psychicznej i fizycznej potrzeby drugiej osoby, samoakceptacji, granic własnego wstydu, ludzkiej wytrzymałości, izolacji, oraz myślę sobie że w dużej mierze konieczności narzucania masek.




Fenomenalna gra aktorska Lou de Laage która świetnie poradziła sobie z dość trudną psychologicznie postacią Sary, niepokornej, buntowniczej, wyzwolonej ale też szalenie intrygującej, pięknej i fascynjącej dziewczyny, która swoim bezpretensjonalnym  usposobieniem, pewnością siebie, naturalnością i jednocześnie bezczelnością, bez najmniejszego wysiłku uwodzi, wprowadzając widza w psychologiczną grę. Mnie również uwiodła gra aktorska Lou, która zdominowała postać Charlie. Ale zdaje się że taki miał być ofekt.

Nie będę serfować po falach fabuły, bo odebrałabym Ci całą przyjemność oglądania, ale rzeczywiście nie będzie stratą czasu, jeśli wyskrobiesz wolne 2 godziny i obejrzysz ten film ;) Polecam!:*



Wazon ze szczerego złota!

Cześć!

Dawno nie odwiedzałam 20m Łukasza... i Ciebie!

Pochłonięta tysiącem projektów i spraw (które ależ skąd! przecież nie mogą czekać).
Niepostrzeżenie wessały mnie jak czarna dziura z której nie potrafiłam się wygramolić.
W życiu potrzebny jest balans, dystans, odpoczynek, bo nawet to co kochasz, może okazać się Twoim cichym wrogiem. 
Zabijać kreatywność (tak bardzo potrzebną), rześkość, ostrość spojrzenia, intuicję... Dlatego czas w rodzinnym domu traktuję jako terapię. Zwalniam. Mam czas na książkę, dobry film... a propo filmu polecam gorąco Sambę w reżyserii Oliviera Nakache i Erica Toledano, ale o Sambie nie dziś. 




Dziś chciałabym Ci opowiedzieć o  czymś co Beata Pawlikowska w programe 20m  Łukasza nazywa "szczerozłotym wazonem". O Tobie, o mnie, o nas.
Zastanowiły mnie te słowa wiesz, dlatego pozwól że Ci o nich powiem. Wyobraź sobie że jesteś wartościowym szczerozłotym wazonem i codziennie napełniasz ten wazon (siebie samego) odpadkami. Karmisz się nimi i co prawda zaspokajają Cię na chwilę, nie napełniają wazonu (Ciebie) niczym wartościowym a zatem nie wnoszą nic wartościowego do Twojego życia. Beata Pawlikowska nie miała na myśli jedynie glutaminianu sodu, ale otoczenie, relacje międzyludzkie, pracę, to gdzie jesteś i z kim jesteś. Przynajmniej ja tą myśl w ten sposób rozumiem i chcę rozumieć.




Dlatego dalam sobie czerwoną kartkę na pęd, przez który nie miałam czasu pomyśleć, dostrzec pojawiających się na gałęziach liści. Co prawda zima wciąż daje się we znaki, ale to nic! Nadeszła długo oczekiwana kalendarzowa wiosna! Czas na detoks nie tylko szafy...

Porządek własnego wnętrza jest potrzebny. Wyrzuć z niego wszystkie smuty śmieci i odpady. Opróżnij go ze złych emocji, gniewu, użalania nad samym sobą, nad przeciętną jakością życia, lenistwem i zacznij zapełniać go tym co kochasz, co sprawia Ci radość, daje witalnego kopa, motywację!

Wartościową muzyką, dobrym jedzeniem, spotkaniem z naturą, ciekawą książką, sportem, jogą, medytacją, seksem, wspinaczką i co tylko... Weź psa na długi spacer nie dlatego że musi załatwić swoje potrzeby, ale dlatego, że sprawisz mu tym niebywałą przyjemność. Doceniaj drobiazgi. Planuj podróże. Mów swoim bliskim że ich kochasz i że doceniasz ich obecność w Twoim życiu. Bądź wdzięczny za tą obeność i ciesz się życiem. Naprawdę zrób to.





Uśmiech VS. Kraj Urodzonych Ponuraków

Serio? Czy musimy przemierzyć przez inny kontynent, dotrzeć aż do Tajlandii, żeby otrzymać na ulicy bezinteresowny szczery uśmiech?
Czy musi tak być, że za każdy gest symtapii, jesteśmy linczowani krzywymi spojrzeniami i odbierani jako dziwadła?

Ostatnio jechałam widną. Wsiadł do niego koleś w roboczym stroju, wyglądał na przepracowanego. Nie trudno było się zorientować że pracuje fizycznie, no w każdym razie nie jest typem intelektualisty ze skórzaną teczką pod pachą.
Ponieważ winda była najwolniejszą jaką mi w życiu przyszło jechać, podróż na 4 piętro zajęła wieczność. Ale mimo wieczności, miło było porozmawiać z kimś, kto pomimo deszczu bezpardonowo zresztą uderzającego w szybę widny i chmur zwiastujących koniec świata nie był typem zbolałego malkontenta narzekającego na pogodę i że dobrze byłoby wyjechać z Polski w której wrzodów można się dorobić. Nie biadolił, nie malował na twarzy podkowy wręcz przeciwnie, był pełen optymizmu i niewymuszonej ludzkiej życzliwości.  Można psioczyć na wszystko, tylko po co?




Doceniam drobiazgi. Bo te najmniejsze drobiazgi którymi zapełniam swój wazon tworzą mnie. Moje życie dzień po dniu. Jestem fuzją tego, CZYM każdego dnia zapełnię swój wazon. Chyba nic prostszego nie można wymyśleć. I chcę się tego trzymać.

Dziś zapełniam go spotkaniem z Tobą:)
Czasem dla samej siebie i na swoje przemyślenia.
Książką od ukochanej osoby...
Obiadem przy rodzinnym stole
Leżakowaniem z psem:)

Takie zwyczajne:) Chcę wykorzystać deszcz. Melancholię. Nareszcie przyszła. Więc otwieram jej drzwi...

A Ty? Czym dziś napełnisz swój szczerozłoty wazon?












Stylowe Metamorfozy BY INSOMNIA- REPORTAŻ

To już drugi odcinek Stylowych Metamorfoz. Przedstawiam Wam krok po kroku efekt przemiany Aleksandry przy współpracy z Lizard TV oraz marką By Insomnia.
W związku z tym że markę cechuje skandynawski minimalizm, proste formy i kolorystyka, zaproponowałam Aleksandrze szarą sukienkę zawiązywaną na plecach, która w dyskretny sposób podkreśla linię bioder oraz pięknie zarysowuje pupę, dzięki czemu całość jest bardzo kobieca. Kolor włosów zaproponowany przez salon Da Vinci rozświetlił twarz Aleksandry a subtelny, naturalny makijaż delikatnie podkreślił rysy twarzy.





Fotoreportaż: 
Agnieszka Halka






























piątek, 6 marca 2015

Spring Explosion


Fot: Agnieszka Halka Lizard TV Studio
Make up: Karina Nałudka
Złota sukienka: RICZI
Sukienka z papieru: Wallsprint